Strony

10 marca 2015

dzień kobiet i uświadomienie sobie kilku rzeczy

taka jestem kochana!

Tak, jestem trochę zacofana, bo piszę dopiero o Dniu Kobiet dzisiaj. Z kolei dzisiaj jest Dzień Mężczyzn, który ja "obchodzę" we wrześniu. Wtedy ma to wydźwięk jakiś bardziej oficjalny, mimo że nosi nazwę Dnia Chłopaka, która kojarzy mi się trochę z gimnazjum a nie z19-stoletnim mężczyzną. Zakręcone trochę haha.

Powyżej widać przepiękną różę jaką dostałam od mojego mężczyzno-chłopaka, a w tle widać 4 tulipanki od pozostałych facetów i....babci. Tak, dostałam tulipana od babci, a co!
Ogólnie pomimo tego, że nasze święto było w niedziele bardziej odczułam je w poniedziałek, kiedy to moi chłopacy z klasy się w końcu postarali i kupili nam coś poważnego. Wole tulipanka od stringów. Oraz czekoladę od zboczonego niedobrego lizaka. Ile można, no nie? :)

Po szkole za to odwiedził mnie ten mój mężczyzna. Przedrał się niczym rycerz przez te wykopaliska na mojej ulicy (te koparki coraz bardziej się rządzą) z różą w ręce i prezentem. Uwielbiam róże! Jestem klasyczną romantyczką, zero we mnie oryginalności, wiem. Ale naprawdę uwieeelbiam róże!
Tym oto kwiatkiem i ulubioną truskawkową czekoladą i zapewne tuczącym kawałkiem czekoladowego ciasta oraz naturalnie swoją obecnością wywołal uśmiech na mej twarzy na cały dzień. Miałam też przyjemność wypić sobie megawypasionego drinka owocowego, którego widać na powyższym zdjęciu.

Kiedy tak sobie dzisiaj wracałam do domu, też od Kancysia to sobie myślałam, że jakie mam szczęście być w tak cudownym związku. Czuć się tak luźno i fajnie, wiedząc że nawet w dresach (w których dzis przyszłam do niego haha) mogę się czuć dla niego najfajniejsza i najpiękniejsza. W dodatku potrafimy się tak dobrze razem bawić śmiejąc się ze wszystkiego i wszystkich i z siebie. A kiedy obudziłam się po ponad godzinnej drzemce zastanawiałam się jak dużo chłopaków nie ma nic przeciwko na taką totalną bezczynność. Uwielbiam to uczucie bycia tak bardzo sobą, zadnego, najmniejszego udawania. Taki według mnie powinien być związek. Bo samo bycie słodką parą jak z obrazka nie opisuje szczęścia. 


6 marca 2015

whats new

Wiii, nareszcie weekend. Ten cały miesiąc chyba cały przeżyję na zasadzie "byle do piątku". W dodatku pogoda się psuje, niefajnie. Czy życie nie byłoby piękniejsze gdyby ciągle było cieplutko? Dla mnie zdecydowanie. 


Na życzenie kogoś miałam napisać coś o moim życiu, życiowego. Bo podobno ostatnio się dużo dzieje. Ale gdy to piszę to nagle wszystkie te ważne momenty wylatują mi z głowy. 
Na pewno wymieniłam moją lumię na inny telefon, alcatel. Pożegnałam się z Windows Phone, robią sobie żarty z klinetów, a na początku uważałam, że to wiele lepszy system od androida. Niestety nie.
Obejrzałam sobie 2 polskie, genialne komedie, które oglądał chyba każdy. 2 części "Kilera" z naszym genialnym Pazurą. 
Posmakowałam pyysznej potrawy jaką jest kurczak z curry, naprawdę myślę już od niej o tygodnia! Podobno mama mi ją jutro zrobi <3 <3 mam nadzieję, że będzie tak samo dobra. 
Zrobiłam sobie grzywke znowu, tzn podcięłam bo zaczęła mi się robić jakaś dziwna. Podobam się sobie troszkę w grzywce. 
Rozwalono mi moją ulicę. Naprawdę. Jest taka duuuża dziura i codziennie jak idę do szkoły to odbywam tor przeszkód, tak na rozgrzewkę.
Zmieniłam wygląd bloga! Troszkę tylko, ale zawsze coś. 
Spędziłam dziś bardzo fajniusi dzień z moim mężczyzną!

Nie wiem czy to dużo. Był jakiś tam tydzień kiedy było tak strasznie dużo rzeczy, ale chyba są ona zbyt przyziemne albo osobiste do wymieniania. Tak czy inaczej jest mini recenzja moich ostatnich dni. Bez zdjęć. Bo nie mam żadnych zdjęć. Znowuuu. Zrobiłam się ostatnio straaaasznie leniwa...

1 marca 2015

hot osiemnastki ponownie

dziwne, ale nie mam zdjecia z solenizatnka....normalnego

Mamy pierwszy dzień marca! Marzec kojarzy mi się już z ciepłem i wiosną, chociaz ładna pogoda jak już pojawiała się właśnie pod jego koniec. Tak czy inaczej, cieszę się coraz bliżej wiosna!

Ostatni dzień lutego spędziłam na świętowaniu z okazji urodzin mojej przyjaciółki, Natalii, która już za 2 dni będzie pełnoletnia huehuehue. Impreza się udała, nawet udało mi się pierwszy raz nie podrzeć rajstop - firma gatta 10/10! Strasznie podobała mi się muzyka, a to jest chyba najważniejsza rzecz, nawet ważniejsza od samego alkoholu. Wyobrażacie sobie imprezę bez muzyki? Albo z totalnie beznadziejną muzyką? Miałam już z takimi rzeczami do czynienia i mówię stanowczo nie, wolę już odstąpić komuś wódkę. No więc u Natalii muzyka była 12/10 a nawet nie było dj'a! Była po prostu playlista i leciało po kolei, albo ktoś podchodził i wybierał piosnkę. Spoko opcja, a nawet pieniądze zaoszczędzone. Podsumowując...wszystko dobrze się udało, solenizantce też się impreza podobała, razem z prezentami więc to najważniejsze.
Wróciłam do domu po 13 (?) i pierwsze co położyłam się spać. Spałam dłuuuugo, a nawet nie czuję się wypoczęta, na szczęście jutro nie idę do szkoły, takie życie wagarowicza. Za to przychodzi jutro do mnie Kancyś, bo przecież wcale wczoraj dużo czasu nie spędziliśmy hyhy. 
Jedynymi minusami takich dobrych dni jest to, że na drugi dzień czuję się tak dziwnie niefajnie.